Dostałam się na magisterskie, tak samo jak 60 innych osób. Ciekawe, ile dotrwa do końca, i jaka będzie średnia wieku.
Pracuję z dziećmi i póki co - jest super. Współpracownicy sensowni i pozytywni, dzieciaki szalone, ale generalnie urocze, choć potwornie męczące. Muszę jakieś witaminy zacząć wciągać, bo inaczej zacznę się przewracać niedługo. Jutro jadę do Ustronia Morskiego (dziś jeszcze w Gda, poegzaminowo), i w sumie teraz na 1000000% mogę powiedzieć, że mam wakacje :)
szybciutko.
Tagi: logo, moi, praca — orite @ 22:22, 7 07 2010
lato, ech że ty
Tagi: lato — orite @ 22:15, 27 06 2010
Chodziłam dzisiaj boso po trawie i stokrotkach :)
i zrobiłam prawie 30 km na rowerze. wg maps.g pół kilometra zabrakło. szkoda, że rower pójdzie w odstawkę na tyle czasu.
100% demotywacji
Tagi: lic, logo, marudzenie, moi — orite @ 15:53, 24 06 2010
No i jak mam się uczyć, skoro jak się nie uczę, to dostaję 5? Ech. Przyznaję, spanikowałam, wszyscy z mojej grupy mieli jakieś pytania, ja nic. Już w domu załatwiłam dwie pary pończoch zanim udało mi się ubrać, a paska do bluzki zapomniałam na amen. Weszłam na obronę w takim stanie, że dostałam 3 pytania tylko i wyłącznie z pracy (i jako jedyna z grupy w ogóle dostałam pytania z pracy, a nie jakieś kosmicznie niewiadomoco). Masakra. No ale mam 5 na koniec, obrona i praca pewnie wyciągnęły średnią do góry, czuję się dziwnie, bo wiem, że wiele osób z mojej grupy zasłużyło na wyższe oceny niż dostali, ale Stasio ich udupił i skończyło się na 4 i 4,5. Powinnam teraz zabrać się do przygotowań na egzamin wstępny, ale nie wiem jak, skoro wszystko tak mi płazem uchodzi. No i muszę szykować się do wyjazdu, bo właśnie pocztą wysłałam wypełnione umowy i od lipca będę ganiać dzieciaki pomiędzy dmuchanymi zabawkami, od Dźwirzyna po Krynicę Morską.
Pogoda niestety jest nieszczególna, a chciałam na rower. I zimno się zrobiło i w ogóle. Za to czereśnie są :)
chyba już dzisiaj nigdzie nie zdążę
Tagi: jedzenie, lic, logo, marudzenie, moi, praca — orite @ 19:23, 22 06 2010
Dupło, że tak powiem kolokwialnie. Pojutrze mam obronę, zdążyłam kupić obronne stroje, nie zdążyłam zdobyć pytań. Wiem, że moim recenzentem jest Stasiu, który zadaje ludziom bardzo dziwne pytania, które nie dość, że trudne do zrozumienia, to jeszcze zazwyczaj są nie na temat. Znaczy - nie na temat pracy, której to podobno obrona ma być. No i nie wiem. Jak uda mi się obronić na 4,5, to uznam to za cud i wezmę udział w pierwszej smsowej loterii, która do mnie zapuka, bo to będzie znaczyć, że szczęście głupiego mi dopisało. Jak na razie praktycznie wszystkie ważne egzaminy i inne życiowe sprawdziany udało mi się zaliczyć na urok osobisty i logiczne myślenie, więc mogłoby być tak i tym razem, nie miałabym nic przeciwko, choć fakt, że idzie z górki, wcale nie mobilizuje. Ech. Jestem zestresowana i spięta na supeł, ogórki nie chcą się kisić, a jutro pewnie znowu upiekę bananowe muffinki, bo póki co są najlepsze, a przed obroną powinnam zjeść cokolwiek, choć pewnie będzie trudno. Pieczenie muffinek swoją drogą wymiata i coraz bardziej mnie wciąga :) Dostałam też dziś propozycję pracy, alternatywną dla foteli, mianowicie jako opiekunka dzieci na plażowym placu zabaw. 8h dziennie, półtora miesiąca, 4k, noclegi i transport zapewnione (plac będzie się przenosił wzdłuż wybrzeża), dni wolne w rozsądnej ilości. Brzmi fajnie (mimo, że dzieci), ale w sumie to dobre będzie - bo jak się do nich przekonam, to łatwiej mi potem będzie z nimi pracować, a jak się nie przekonam, to pójdę na neuro i nie będę z nimi pracować, o. Minus taki, że jak zrezygnuję z foteli, to potem mogą już mnie nie chcieć nawet na zastępstwa, a to jednak zawsze jakiś grosz był. Zobaczymy, zawsze mogą mnie nie wziąć, rozmowę kwalifikacyjną mam jutro - na skajpie, bo fatygowanie się specjalnie w tym celu do stolicy niespecjalnie mnie kręci. Kręci mnie za to rower, jeździ się na nim miodnie i wygodnie (i pupa będzie lepsza ;)
Tyle. Zjadłam dziś na raz pół kilo czereśni, znaczy że lato ewidentnie jest, chociaż niespecjalnie je czuć. Mam nadzieję, że się odmieni, bo jak pracować na plaży, to tylko przy pogodzie :)
siedzę na ławce i patrzę na słońce
Tagi: było, hepi, koncert, logo, moi, rower — orite @ 22:46, 2 06 2010
Skończyłam dziś studia. To w sumie coś nowego, do tej pory jeszcze mi się nie zdarzyło. Dostałam ostatni wpis (nie licząc tego w poniedziałek, od promotorki, gdy oddam wydrukowaną pracę już do oceny, nie do korekty), ostatni raz miałam okazję spotkać się z niektórymi personami z roku (co, w niektórych wypadkach - zdecydowanie cieszy), ostatni raz w ramach studiów licencjackich przesiedziałam okienko w Manekinie. Generalnie, sporo rzeczy jeszcze się powtórzy, bo wybieram się na magisterskie, jak mnie będą chcieli, ale póki co, mogę powiedzieć, że ten etap życia - skończyłam. Została tylko obrona tego gniota, który dostał dziś tytuł Grzeczność językowa wybranych form komunikacji językowej w internecie - na podstawie badań ankietowych, i w ogóle będę mieć spokój :) Termin obrony całe moje seminarium ma jeden - 24.06, tydzień po innych (medyczni zaczynają 17.06).
Dziś po raz pierwszy za to byłam na rowerze :) Na moim własnym, wymizianym rowerze z koszykiem. Zrobiłyśmy z Asią ponad 18km po mieście, ona na rolkach - szacun. Fajnie było, jestem zadowolona, że wyciągnęłam go z piwnicy i wsadziłam trochę kasy. Zdecydowanie przerzutki to nie jest to, co wylansowanemu rowerowi jest potrzebne ;)
Tylko pogody nie ma, zimno jest, dogrzewam łóżko kocem zanim się położę. 11 stopni w czerwcu to przesada, mam nadzieję, że się rozpogodzi niedługo.
I byłam na koncercie KŚ :) ludzie może bawili się dobrze, chociaż było ich mało. Ja za to wyszalałam się strasznie, sama po sobie widziałam efekty działania endorfin, whow. Zdecydowanie powinnam się więcej ruszać ;)
pamięci.
Tagi: blog, było, moi, okruszki, śfięta, śmierć, wiosna — orite @ 21:31, 12 04 2010
Nie umiem się ostatnio zebrać, żeby pisać. Dziś przyszło przyszło mi do głowy, że łatwiej jest “wstań i chodź”, niż “siedź i pisz”. Nieistotne, czy dotyczy to blo, czy licencjatu.
Przeżyłam święta w spokoju, lajtowo i smacznie. Młoda pojawiła się w domu w sobotę po południu i zwyczajnie nie miała mi czym napsuć krwi, bo nic nie robiła, a ja postanowiłam ją do niczego nie zaganiać. W niedzielę i poniedziałek wychodziła w południe do pracy, a we wtorek już wróciła na Chełm. Burdel w jej części pokoju nadal jest, ale skoro tak leży od jesieni, to już tak pozostanie aż do czasu, kiedy będę miała ochotę na ekstradycję jej rzeczy do piwnicy. Mama coraz rzadziej się denerwuje, że nie ma jej w domu, ale nadal nie jest to fajne, jak widzę jak jest przez Młodą olewana, bo ta potrafi umówić się, a potem zaspać, i w efekcie nie zjawiać się w domu przez kilka tygodni.
Urodziny moje przypadały w Wielkanoc, więc impreza z tej okazji została przesunięta na 10.04, na wieś u Leszka, razem z Kasią, bo ona też 4.04. Takiego tłumu na urodzinach nie miałam chyba od imprez drużynowych ;) Postawiłam na formę nietypową - nie statyczny grill przy piwku - i udało się na 150%, ludzie byli bardzo zadowoleni, bawili się dobrze, mimo że udział brały 4 różne grupy znajomych i udało się jakoś ich pointegrować, co mnie szalenie cieszy :)
Wiosna wszędzie coraz bardziej, widziałam w lesie kwitnące krokusy, chyba po raz pierwszy w życiu, te kwiaty widywałam wcześniej w ogródkach, albo na czyichś zdjęciach z Tatr, widziałam bociany, i żurawie całkiem blisko. Pogoda jest coraz bardziej energetyczna, i ja mam też trochę więcej energii, ale nie do wszystkiego. Podjęłam się w marcu koordynacji gry miejskiej dla citygames, i jestem teraz ich oficjalnym człowiekiem na Trójmiasto :) może kokosów z tego nie będzie, ale na pewno nowe doświadczenia - przy grze dla Wedla musiałam szybko znaleźć sporą grupę ludzi, rozplanować grę po mieście i zrobić masę drobnych, ale w efekcie istotnych rzeczy. I muszę powiedzieć, że było to bardzo fajne :) szczególnie to wrażenie, gdy już wszystko było “po”, i można było spokojnie położyć się na tapczanie i nie zastanawiać się “co jeszcze” ;)
Tyle chyba. Katar mam koszmarny, przeziębiłam się nie wiem kiedy, nawet tabletki od alergii wymiękają. Nie poszłam przez to dziś na odczulanie, 3 tydzień przerwy będzie, mam nadzieję, że nie będę musiała zaczynać od początku :/
I zauważyłam w manu po prawej okienko wyszukiwarki, i zastanawiam się, czy ono tam zawsze było, a ja tak rzadko tu zaglądam, że zdążyłam zapomnieć (choć na pewno nie było, bo “S” jest wielkie, a ja zwracałam uwagę na takie detale), a skoro nie, to kiedy się tam pojawiło, i czemu ja tego faktu zupełnie nie kojarzę. Dziwne.
koniec, do nie wiem kiedy. I chyba coraz rzadziej piszę bez wielkich liter. Dorastam?
A. jeszcze jedno. Informacja o tragedii złapała mnie w ferworze przygotowań do grilla. Początkowo myślałam, że jak zwykle media rozdmuchują sprawę i to taki sam wypadek, jak ostatnie - może coś się zepsuło, ale bez przesady. Gdy podali liczbę ofiar i kolejne detale, pojawiła się skorupka, bo to zbyt straszne, żebym chciała to przetrawiać. Więc efektywnie nie klikam w newsy, nie słucham radia i nie myślę o tym. Bo chyba to jedyna strategia reagowania na sytuacje, z którymi nie wiem, jak sobie poradzić.
